1,5 szklanki mąki polentowej (kukurydzianej)
3 szklanki wody
3 łyżki stołowe oleju
zioła: rozmaryn, szałwia
Chrupiące, a przy tym bez nadmiaru oleju. Takie właśnie są frytki z polenty. Ich przygotowanie jest trochę bardziej pracochłonne niż przygotowanie frytek ziemniaczanych, ale uwierzcie mi, warto. Wystarczy ugotować 1,5 szklanki mąki polentowej (kukurydzianej) w dwukrotnej ilości wody (na 2-3 osoby), z dodatkiem dużej szczypty soli.
Istnieją różne sposoby przygotowania polenty – najpierw możecie doprowadzić wodę do wrzenia, a potem powoli dodawać mąkę kukurydzianą, cały czas mieszając. Mój ulubiony sposób to namoczyć mąkę kukurydzianą na noc w wyznaczonej ilości wody, następnego dnia posolić, przykryć i doprowadzić do wrzenia, a potem gotować pół godziny na najniższym ogniu.
Do gęstej, ale wciąż jeszcze kremowej polenty dodaję potem rozmaryn i szałwię (świeże lub suszone) oraz 2-3 łyżki stołowe oleju. Polentę rozetrzyjcie na równomierną warstwę o grubości 1,5-2 cm na blasze do pieczenia. Zostawcie do ostygnięcia i pozwólcie jej kilka godzin w chłodnym miejscu lub w lodówce stężeć. Dopiero potem możecie za pomocą ostrego noża pokroić masę na “frytki”. Wróćcie je z powrotem na umytą blachę, a ponieważ polenta jest wystarczająco tłusta, nie trzeba blachy natłuszczać. Frytki pieczemy przez 45 minut w temperaturze 220°C, mniej więcej w połowie je odwracamy, żeby się z obu stron przypiekły do chrupkości. Delektujcie się nimi ze świeżą sałatką!









